Wszystko należy do Boga, i życie… i śmierć…

Niech będzie Pochwalony Jezus Chrystus!

Mam na imię Justyna. Tego, co przeżyłam rok temu nie da się opisać słowami. Jak Bóg jest łaskawy. Piszę i płaczę na samą myśl o tym, jak Jezus jest Dobry. Chcę w tym świadectwie wyrazić wdzięczność Bogu, wspólnocie Małe Uwielbienie, rodzinie i wszystkim osobom, które nas wspierały modlitwą , ciepłym gestem miłości , w tych trudnych chwilach.

Rok temu nasz półtoraroczny syn Paweł, poważnie zachorował. Diagnoza brzmiała „opryszczkowe zapalenie mózgu”. To bardzo poważna choroba. Dzieci po takiej chorobie mogą być niewidome, upośledzone lub kalekie. Nasze dziecko z dnia na dzień stawało się „rośliną”,  straciliśmy z synkiem kontakt. Lekarze przygotowywali nas na najgorsze. Wspólnota Małe Uwielbienie bardzo nas wspierała, modlili się nademną modlitwą wstawienniczą, odprawiane były Msze Święte, otrzymaliśmy duże wsparcie, nie czuliśmy się samotni w tym wszystkim. Modlitwy zostałe wysłuchane, stał się cud!!!! Po siedmiu dniach leczenia, Pawełek zaczął wracać do zdrowia. Pielęgniarki i lekarze dziwili się, ponieważ nie pierwszy raz mieli do czynienia z takim przypadkiem, a jednak ten był inny. A ja wierzyłam i dziękowałam Bogu, bo  wysłuchał wszystkich modlitw. Jezus nie jest głuchy na nasze wołanie. W Ewangelii według Mateusza 7,7-8 jest napisane: „Proście, a będzie wam dane; szukajcie, a znajdziecie; kołaczcie, a otworzą wam. Albowiem każdy, kto prosi,otrzymuje; kto szuka, znajduje, a kołaczącemu otworzą”. Niech będzie Chwała Panu za uratowanie życia i zdrowia Pawełka. Po trzech tygodniach, Pawełek w dobrej formie wyszedł ze szpitala. Nadal jest pod opieką neurologa i logopedy. Miesiąc temu miał kontrolny rezonans głowy. Pan doktor powiedział, że widać tylko drobne ślady  po cięzkiej chorobie i że wszystko się zregeneruje. Pawełek dzisiaj biega, rozumie wszystko, w kilku słowach… dokazuje jak każde  zdrowe dziecko.

W tym samym czasie, w którym Paweł walczył z chorobą, ja byłam w stanie błogosławionym z szóstym dzieckiem. Ciąża od początku była zagrożona. Krwawiłam, plamiłam i tak o trzy miesiące za szybko, w 26 tygodniu ciąży, przyszła na świat nasza córka Faustyna. I znowu walka o życie. Malutka ważyła 970 gram. To bardzo waleczna dziewczynka. Słowa koleżanki  ze wspólnoty, zaraz po urodzeniu Faustynki,  były prorocze: „Ona jest przeznaczona do życia”. Faustynka ma dziś sześć miesięcy, swoje pierwsze trzy przeleżała w szpitalu. Miała dwie operacje.

Było różnie, raz lepiej, raz gorzej, ale Jezus cały czas był z nami. Dawał nam wspaniałych ludzi, którzy nas wspierali modlitwą. Wydawałoby się po ludzku, że ten czas to jakiś koszmar. Tak trud był wielki, ale to nie był koszmar. To cierpienie, którego doświadczyłam umocniło mnie w Jezusie. Dziś jestem silniejsza, inaczej patrzę na świat. Wszystko mogę w Tym, który mnie umacnia! Wszystko należy do Boga i życie… i śmierć…

Niech będzie Bóg Uwielbiony, Wywyższony, Chwała Panu !!!!

(Justyna)